sobota, 17 lutego 2018

Wesele





Cóż to było za wesele!
Nie widziano takich wiele,
ślub nad śluby, powiem krótko,
brał Pan Obłok z Panną Chmurką.

Był to marzec, przed południem,
Panna Młoda miała suknię
lekką, zwiewną, snieżnobiałą,
z której śniegiem ciut sypało.

Jak to bywa na weselu,
gości zaproszono wielu,
towarzystwo doborowe
to zjawiska pogodowe.

Było słońce, jasna rzecz,
wietrzyk też pojawił się,
a z zachodu przybył wyż,
na króciutko był też niż.

Tuż po niżu grad nie lada
wraz z ulewnym deszczem padał.
Później tęcza, jak to ona,
zawitała, choć spóźniona.

Co się wydarzyło potem?
Błyskawica z mężem grzmotem
przygrywali do wieczora,
aż nastała późna pora.

I rozeszli się do domów
mili goście nieboskłonu.
Zaślubiny godne wierszy,
marzec, dzień - dwudziesty pierwszy!











niedziela, 28 stycznia 2018

Zimowe marzenia pszczół






O czym w grudniu myśli pszczoła,
kiedy zamieć dookoła?
Gdy wietrzysko hula, dmie,
czego mała pszczoła chce?

O czym w styczniu pszczoła śni,
kiedy szron na łące i
stary, jabłoniowy sad
w zasłużony letarg wpadł?

O czym marzy, kiedy luty?
Kiedy strumień lodem skuty,
mróz na dworze co się zowie,
co się roi w pszczelej głowie?

Może myśli o ogrodzie,
albo o złocistym miodzie?
Marzy jej się zapach ziół,
barwy kwiatów, bezmiar pól?

Może to, co sensem jest,
czyli praca po sił kres,
po skrzydełek odrętwienie,
brak oddechu i omdlenie?

Ale jeszcze nie ten czas,
szadź pokryła cały las.
Pszczółko, uli-luli-laj...
Zima kołysankę gra.







niedziela, 10 grudnia 2017

Zażalenie






Wszem wobec dzisiaj ogłaszam, że
mam takiej zimy po dziurki dwie
w nosie, zimy bez śniegu całkiem,
bez sopli lodu i bez ślizgawki.

Już dosyć tego, miarka przebrana!
Czy ktoś pamięta co to jest sanna?
Kto poda słowa -kulig- znaczenie?
Formalne składam tu zażalenie!

Każdy na świecie ma obowiązki,
a zima nie jest żadnym wyjątkiem,
śnieg atrybutem zimy wszak jest.
Próżniactwu zimy połóżmy kres!

I dodam jeszcze na koniec skromnie,
że tutaj wcale nie chodzi o mnie,
lecz o kozaki, czapkę i szalik,
bo nie potrafią same się żalić.

I o samotne sanki w piwnicy,
ortalionowe dwie rękawice,
które w pawlaczu od wieków stu,
tylko śnieg może zbudzić ze snu.

I o bałwana lub jego brak,
wobec tych faktów powiem tu tak-
kto widział tak ignorować dzieci?
Zima bez śniegu znów w kulki leci!





piątek, 6 października 2017

Pani Pisarko...






Pani Pisarko Nasza Kochana,
dzisiaj wiatr zimny wieje od rana,
szarpie i dmucha, wyczynia harce.
Czy pamiętała Pani o czapce?

Czy pamiętała o rękawiczkach?
Mimo że jesień w tym roku śliczna,
wieczory chłodne bywają, gdyż
znad Skandynawii nadciąga niż.

Pani Poetko Nasza Kochana,
dziś deszcz zacina w szyby od rana,
dla chorób gardła okazja, gratka,
wówczas wskazana z róży herbatka.

Bo, jak wiadomo, wena, natchnienia
przychodzą nagle, bez ostrzeżenia.
Nieważna pora, miejsce, pogoda,
zmarznięte uszy, w kaloszach woda.

Ludzie chcą wierszy więcej i więcej,
no a poetom grabieją ręce!
W piórach atrament zamarza im,
kiedy próbują odnaleźć rym!

Mamy październik, zaraz listopad.
Zdrowie Autora na wagę złota!
Szczególnie ważne dla czytelników
powieści, baśni, bajek, wierszyków.

Chociaż na dworze buro, szaruga,
a miasto tonie w opadów strugach,
niech Pani bardzo ciepło się trzyma!
Życzę ja - Wojtek, no i rodzina.








Dla Pani Agnieszki F.

niedziela, 1 października 2017

Wiatr i malarka




Cóż to za heca? Co za afera?
Kto na podwórku rysunki zbiera?
Kto tropi, śledzi i w pocie czoła -
„Natychmiast wracać!"- do kartek woła?

Ilustratorka książek dla dzieci
chwyta rysunek, co w górze leci,
i ten na drzewie, i tamten w trawie.
Uff... wyłapała już wszystkie prawie.

Bo wiatr jesienny, nicpoń i psotnik,
oknem otwartym wpadł do pracowni,
potargał pędzle, przewrócił kredki,
bałagan wokół uczynił wielki.

Rozgardiasz zrobił, a na dodatek,
wypuścił z teczki, jak ptaszki z klatek,
szkice, rysunki i akwarele,
po czym dał dyla, myśląc niewiele.

Wiatr za to wszystko zaraz odpowie,
z ilustracjami wiatr działał w zmowie!
Wnet go malarka pędzlem uwieczni
i wszyscy razem trafią do ... teczki!





Dla Eli W.

środa, 20 września 2017

Dawno, dawno temu...






Kiedy to było? Dokładnie nie wiem.
Cóż, miałam wtedy lat sześć lub siedem.
To było dawno, zdaje się mi - 
miałam lat wtedy tyle, co ty!

Nieraz miewałam wielkie kłopoty,
zgubione klucze, w strzępach rajstopy,
wybita szyba (całkiem przypadkiem),
ogromne kleksy w zeszycie w kratkę.

A sporadycznie, od czasu do czasu,
robiłam w domu mnóstwo hałasu,
głośna muzyka, wybuchy, strzały,
aż wszystkim wokół uszy pękały!

Okazjonalnie lub bardzo rzadko
zdarzał się głupi psikus sąsiadkom,
a potem bura, kara lub szlaban
i obiecana znowu poprawa.

Czasem wpadałam w otchłań rozpaczy,
nie bardzo wiedząc, co rozpacz znaczy,
z byle powodu, a nawet bez,
wylałam z oczu ocean łez.

Ale poza tym, niczym aniołek,
kochałam mamę, tatę i szkołę,
z radością jadłam warzywa wszelkie,
marchew, ogórka, pora, brukselkę.

Kiedy to było? Dokładnie nie wiem.
Cóż, miałam wtedy lat sześć lub siedem.
Dziś myśl do głowy przychodzi mi -
byłam zwyczajnym dzieckiem, jak ty!






sobota, 26 sierpnia 2017

Są takie dni








Są takie dni, że nie chce się nic,
szczególnie mamom zmęczonym zbyt.
A syn po łóżku skacze hyc, hyc!
I krzyczy w ucho, że wstał już świt,
że na dwór pora najwyższa iść,
że uszu wcale nie trzeba myć,
że klocki wpadły pod szafę, gdy
zamek budował dla smoków i...
...i że kotletów nie lubi, gdyż
brak kilku zębów-  więc jak tu gryźć?
Że nuda w domu, że czas jest, by 
wymyślić dziecku bajeczki trzy.
-Za górą, rzeką czarodziej zły...
Syneczku, słuchasz?
Nie słucha, śpi...