sobota, 25 lutego 2017

A w sobotę...




















A w sobotę - możesz rzucić w kąt robotę.
A w sobotę - robisz, na co masz ochotę.
A w sobotę - jest na miejscu słowo „potem”.
A w sobotę - słońce świeci nawet w słotę.
A w sobotę - w zgodzie żyje piesek z kotem.
Bo w sobotę - życie zmienia się w pieszczotę!

Jedną tylko mam zgryzotę,
z wielkim mierzę się kłopotem -
Jak od jutra znów, z powrotem,
za sobotą znieść tęsknotę?








sobota, 18 lutego 2017

Takie poranki


















Mama uwielbia takie poranki.
Dziś list dostała od koleżanki.
To się uśmiecha, to szuka pióra.
Nagle nieważna pogoda bura.

I dzień zwyczajny staje się świętem,
i każda chwila jakby prezentem.
I jakby słońce w kuchni świeciło
i jakby więcej kolorów było.

Oczy przecieram, to nie do wiary...
List najzwyklejszy czyni te czary?
Kiedy tak patrzę, to mógłbym przysiąc-
Mama jest znowu małą dziewczynką!





                                  
                                   





środa, 15 lutego 2017

Ogrodnik




















„Bardzo jest mi ciebie szkoda"
- rzekła róża ogrodowa
do swej siostry dzikiej róży
z trudem pnącej się po murze,
gdzie za płotem, przy ulicy
skrawek ziemi, całkiem niczyj.

„Ogrodnika brak ci, siostro,
aby przyciął pędy wiosną,
podlał latem, okrył zimą.
Piękne róże z tego słyną,
że otacza je opieka
pracowitych rąk człowieka. "

„Mam swojego ogrodnika"
- rzecze na to róża dzika.
„On mnie poi deszczem chłodnym,
śniegiem przed mrozami chroni,
dba abyśmy słońce miały,
bo ogrodem Mu świat cały."













sobota, 11 lutego 2017

Gniazdo





















Na wysokiej brzozie,
tuż za dużym oknem,
ptaszek miał swe gniazdo
z przedziwnym widokiem.

Wielce był zdziwiony
ludzkim widowiskiem,
od ptasich zwyczajów
tak różnym we wszystkim.

Co innego jedli,
pili coś innego.
Dziwnie dzień spędzali,
bez sensu żadnego.

Ciągle się spieszyli,
wciąż nie mieli czasu,
robiąc przy tym zawsze
całą moc hałasu.

Po co? Na co? Dokąd?
Trudno to zrozumieć.
Mały ptaszek patrzy
i pojąć nie umie.

Lecz była rzecz jedna,
jeden był kierunek,
który łączył ludzki
i ptasi gatunek.

Gdy szalała burza
lub kataklizm jakiś,
to ludzie wracali
do gniazda, jak ptaki.











Sto zapachów






W moim domu dnia każdego
sto zapachów gości,
na dnie serduszka małego
miejsce sobie mości.

W kuchni króluje poranna kawa,
przez sen ją czuję - wiem, pora wstawać.
Po szkole głodny pędzę, a w progu
czule mnie wita zapach pierogów.
A kiedy nową książkę dostaję,
to długo wącham przed przeczytaniem.
Nasz wieczór pachnie świeżą pościelą,
gdy wszyscy łóżka przed nocą ścielą.

W moim domu dnia każdego
sto zapachów gości,
samo sedno domowego
ciepła, przytulności.














Pytałeś synku



















Pytałeś, synku, przed laty,
dlaczego tak lubię ptaki,
co jest w nich wyjątkowego,
pośród istnienia całego.
Chciałeś się, synku, dowiedzieć.
Zostałeś bez odpowiedzi.

I nadal nie znam powodu.
Czy im zazdroszczę ogrodów,
w których bywają bezkarnie?
Czy srebrnej rosy porannej?
Czy śpiewu, choćby mówiły?
Czy w ciałkach małych tej siły,
co każe sens bycia znaleźć?
Wciąż nie wiem, chociaż pytałeś.

Gdyby mi dano dzień taki,
by poczuć, co czują ptaki,
to chciałabym z czystą głową
móc świat zrozumieć na nowo,
móc w chmurach być Boga blisko,
móc z tobą dzielić to wszystko.











Krzyk mody



















Szpilki, klapki, tenisówki,
te na sprzączki i sznurówki,
całkiem płaskie, na obcasie,
wielki wybór w pełnej krasie.

Modny trzewik od zarania
jest przedmiotem pożądania.
Kusi kolor i faktura.
A ta cena? Cóż, to bzdura!

Kiedy wreszcie w posiadaniu,
testujemy jakość „w praniu".
Smutna prawda w mig dociera,
że to nie to, but uwiera.

To, co stoi na świeczniku,
błyszczy chwilę i po krzyku.
Mądrzy ludzie pamiętają-
Wszelkie trendy przemijają.







Foch





















Już od teraz ciebie nie chcę,
biorę plecak, kurtkę wezmę
i wyruszę w świat sam całkiem,
a ktoś obcy mnie przygarnie!

Ani nawet cię nie lubię,
grypę złapię, klucze zgubię,
nie dostaniesz też miętusa,
marzyć będziesz o całusach!

I przestanę ciebie kochać,
będziesz tęsknić, potem szlochać.
Już ci nigdy nie dam kwiatka,
nie poczytasz mi Puchatka!

Taką ci wymyślę karę,
bo mnie nie słuchałaś wcale,
kiedy chciałem samochodzik
w sklepie, gdzie zakupy robisz.

Może jednak ci wybaczę,
kiedy deser dziś zobaczę,
gdy wieczorem już w łóżeczku
powiesz do mnie: „ Mój syneczku...”












Synek wstał dziś lewą nogą







































Synek wstał dziś lewą nogą,
tu łaskotki nie pomogą.
Synek nie ma dziś humoru,
buzię umył bez wigoru.
Synek ma dziś muchy w nosie,
płatki zjadł jak małe prosię.

Wszystko dzisiaj jest na nie!
Wszystko dzisiaj idzie źle!
Czy jest rada na dni takie?
Czy pomogą leki jakieś?
Nic z tych rzeczy nie pomoże,
lecz jest coś, co zrobić możesz.

Weź do ręki kilka kredek,
niech powstaną na papierze
fochy, muchy, złe humorki,
straszne trochę jak potworki.
Potem kartkę podrzyj szybko,
by zły nastrój nagle zniknął!











To, co dobre




















Radziła raz z wierzbą rzeka,
co dobre jest dla człowieka.

Szumiała woda srebrzysta,
że sprawa jest oczywista,
bo nic tak dobrze nie robi
jak dać się ponieść nurtowi.
A życie, jak woda w rzece,
swój własny bieg ma przecież.

Wierzba w milczeniu dumała,
bo radę dla ludzi miała,
że najważniejszy jest spokój,
by rosnąć w siłę po trochu.
I umieć docenić ciszę,
by własne myśli usłyszeć.

Wiatr na to, że bez wolności
szczęście u ludzi nie gości.
Łan zboża, że tylko chleba
w życiu powszednim trzeba.
I myszka, że kącik własny,
gdzie świat ogromny niestraszny.

Mimo że rację miał każdy
i bliskie było to prawdy,
to człowiek, dziwne stworzenie,
którego całe istnienie
jest wielkim, mówiąc najprościej,
poszukiwaniem MIŁOŚCI.










Komoda




















Tuż za fotelem i biblioteczką,
stoi komoda, przystara deczko.
Nikt nie pamięta skąd się tu wzięła,
może na statku z Chin przypłynęła?

W ciągu dnia zwykłe ubrania mieści,
ale po zmroku coś innej treści...
W komody starej małych szufladkach
dobre sny żyją, jak ptaszki w klatkach.

Senna przygoda w każdej z osobna,
żadna do innej jest niepodobna.
Marzą by latać przez nockę ciemną,
komuś historię zdradzić niejedną.

Jest tam opowieść o rycerzyku,
co smoków strasznych pognał bez liku.
Jest lot balonem nad miastem wielkim
i malowanie chmurek pędzelkiem.

Jest wymarzony łaciaty pies,
którego można w kieszeni nieść.
I gadający, kudłaty miś,
którą szufladkę otworzysz dziś?










Na co komu jesień
















Na co komu jesień?
Wiatr, co deszcze niesie,
chmurne ranki niewyspane,
parasole połamane?

Na co jesień komu?
By wrócić do domu.
Dotknąć klamki czułym gestem,
krzyknąć w progu -
Cześć, już jestem!








Opowiem ci o wodzie


















Opowiem ci o wodzie.
Zimą ją znajdziesz w lodzie.
I w szronie, co na trawach.
I w śniegu, który pada.

A gdzie ją znajdę wiosną?
Rankiem staje się rosą.
I bywa rwącą rzeką.
I chmurą, gdzieś daleko.

A latem? Gdzie jest latem?
Latem jest polnym kwiatem.
I tonią turkusową.
I tęczą kolorową.

Gdzie szukać jej jesienią?
Wtedy jest mokrą ziemią.
I mgłami nad łąkami.
I w koszach jest jabłkami.

I jeszcze małym ptakiem.
I jest pragnienia brakiem.
I wszystkim, co ma człowiek.
I we mnie jest, i w tobie...











Biało



















Świtem, za oknem rozlało się mleko.
Biało jest blisko i biało daleko.
Bieluśkie czapki drzewa ubrały.
Śnieżne pierzyny na świecie całym.

Jezior aksamit pod białym puchem.
Pająk się chwali z pereł łańcuchem.
Powietrze skrzy się iskier tysiącem.
Srebrzyste sople rozświetla słońce.

Burczeniem w brzuszku rankiem zbudzony,
mały wróbelek fruwa zdumiony.
Bo ziaren śladu nie widać nigdzie,
pewnie ptaszkowi głodować przyjdzie.

Nagle... Jest karmnik! Stołówka własna!
I wróbelkowi zima niestraszna.










Kołysanka dla Wojtusia





















Połóż główkę na podusi,
jest już ciemno, zasnąć musisz.
Przyśni ci się wielki zamek,
na tym zamku jest krużganek,
na krużganku konik stoi,
obok rycerz w lśniącej zbroi.

Teraz zamknij oczko prawe,
czas już minął na zabawę.
Odpalona wnet rakieta,
do zwiedzania cud-planeta,
na niej śmiesznych stworków wiele,
to kosmiczni przyjaciele.

Lewe oczko zamykamy,
na nadejście snu czekamy,
bo na palmach małpki siedzą,
śmieją się, banany jedzą.
W dżungli mają małpi gaj,
do wygłupów istny raj.

Zaśnij Synku, pora spać.
Jutro musisz wcześnie wstać.
Ale zanim wzejdzie słońce,
przygód będziesz miał tysiące..







Cicho sza



















W naszym lesie cicho sza...

Tylko wiatr w gałęziach łka.
Tylko śnieg pod stopą trzeszczy.
Tylko wrona w dali wrzeszczy.
Tylko dąb stuletni stęka,
gdy od mrozu konar pęka.
Tylko czapka z sosny spada.
Tylko ptaszek w dziupli gada.
Tylko strumyk szumi, gra.

W naszym lesie cicho sza..












Licho




















Gdzieś w pokoju, na dnie szafy
mieszka małe licho.
Takie licho nie przeszkadza,
zwykle siedzi cicho.
Ale czasem nieproszone
psoci, dokazuje -
figiel, żarcik, śmieszny psikus
dziecku proponuje.

Tacie schował gdzieś skarpetki,
mamie okulary.
Babci w bucie chlupie woda,
czy to jakieś czary?
Dziadek znów osolił kawę
solą z cukiernicy.
Sztuczny pająk dotknął siostrę
w wilgotnej piwnicy.

Woła mama, pyta tata:
- Co cię podkusiło?!
- Nie gniewajcie się rodzice,
  licho tutaj było...









Smutna mama

























Wszystko w mamie jest inaczej.
Inne oczy. Mamo, płaczesz?
Aaa, nie płaczesz, to cebula.
Patrz! Za oknem wietrzyk hula.
Słonko dzisiaj jest gorące.
Twoje ręce takie drżące.
Nos czerwony. Chora jesteś?
Aspirynę, przecież masz gdzieś.
Z miodem zrobię ci herbatkę.
Ty wycierasz łzę ukradkiem?
Wiem! Wesoło ci zatańczę!
Może uśmiech znów zobaczę?
No, nie wyszło. To nieważne.
Lepiej pokój sprzątać zacznę.
A jak skończę, zrobię pranie.
Usiądź sobie na tapczanie.
Jesteś smutna? Głos masz dziwny.
Czy ja jestem temu winny?
Nie dla dzieci to są sprawy?
Mam już wracać do zabawy?
Bawić nie chcę się w ogóle.
Ja, mamusiu, cię przytulę.
Przecież zawsze sama mówisz:
Jutro, kiedy się obudzisz,
świat nie będzie taki zły.
Bo my razem. Ja i ty!







Kałuża



















Ta kałuża za garażem
jest zupełnie wyjątkowa.
W burej wodzie, pośród błota,
kałużowy stwór się chowa.

Lubi mącić toń patykiem,
wbiegać do niej z wielkim krzykiem,
ugotować zupę szarą,
kopać dół łyżeczką starą,
w garnku z dziurą zrobić pranie,
nogi moczyć w mętnej pianie,
puszczać kaczki kamykami,
skacząc, ścigać się z żabami.

Naraz... Co to? Mrok nadchodzi,
stwór z sadzawki swej wychodzi.
Mazią cały jest pokryty,
mokry, brudny, nieumyty.
Jakby tego było mało,
do drzwi domu puka śmiało!
Dreszcze strachu przebiegają,
drzwi się wolno otwierają...
W oczach wszystkich desperacja!
- Czołem mamuś, gdzie kolacja?